Mój tekst w Corriere della Sera

„Corriere della Sera” ma miły zwyczaj, że do edytoriału do piątkowego magazynu „Liberi Tutti” zaprasza zawsze filozofa, który pisze o wolności. Przyszła kolej na mnie.

POD ZNIECZULENIEM

Marcin Fabjański

Nocny Rzym. Ciemny asfalt ulicy błyszczy po deszczu. Hamuję przed przejściem dla pieszych i czuję, że muszę odwrócić głowę i spojrzeć w lewo. Nie mogę oprzeć się temu impulsowi. Obok na światłach stoi ciężarówka, na niej kubły ze śmieciami. Kierowca – mężczyzna koło trzydziestki – cierpi. Twarz ma wykręconą bólem, łapczywie chwyta oddech, coś do siebie szepcze. Jego omdlałe oczy, choć otwarte, nie widzą świata na zewnątrz. Czy powinienem zadzwonić po pogotowie?
Uliczne światła zmieniają się nagle. Twarz kierowcy wygładza się. Jej wyraz staje się obojętny. Oczy znowu widzą. Wrzuca bieg i rusza. Nie miał zawału ani wylewu. Cierpiał, bo bolały go myśli. Przestał cierpieć, gdy codzienność przywołała go do siebie zielonym światłem.

Czuję ulgę, że nie muszę dzwonić na pogotowie, tylko czy słusznie? Co jeśli kierowca ciężarówki, stracił właśnie szansę na wolność. Dla wielu antycznych filozofów, których presence one can still feel in this city, wolność brała się ze zrozumienia ciemnych zakamarków własnego umysłu. Dzisiaj robimy wszystko, by ich unikać. Uciekamy od złych myśli w znieczulającą codzienność, wypełnioną po brzegi zadaniami. Pracujemy, zarabiamy, dojeżdżamy, oglądamy telewizję, siedzimy w necie, łykamy prochy, i nasłuchujemy tego, co kto o nas powiedział albo sami gadamy bez przerwy. Takie życie jest udręką. Niezbyt wielką, raczej płytką, do przejścia na automatycznym pilocie. Stąd jej największe niebezpieczeństwo. Zanurz rękę w powoli podgrzewanej wodzie, a nie zauważysz, kiedy się ugotuje. Włóż ją do wrzątku, a zaraz przebudzisz się z marazmu. To tragedia inspiruje wielu ludzi do szukania wolności, czyli tego co Sokrates nazwał świadomym życiem. Ale nie musimy wcale czekać na to aż pewnego dnia nas zaskoczy. Być może by stać się ludźmi wolnymi powinniśmy posłuchać jednego z tych, których presence one can still feel in Rome, stoika Seneki , gdy pisze: „Le pene lievi sono loquaci, le grandi sono mute” – i zamilknąć, żeby posłuchać przez chwilę wewnętrznej tragedii, zamiast zagłuszać ją gadaniem lub mechanicznym działaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

[an error occurred while processing this directive]